Jak wyjść ze strefy komfortu, czy raczej jak rozszerzyć swoją strefę komfortu i osiągnąć więcej?

Nie wychodzimy ze strefy komfortu, tylko ją rozszerzamy, czyli koniec z „opuszczeniem strefy komfortu”!

Ile razy słyszałaś, że „trzeba wyjść ze strefy komfortu”? Ja – setki. I za każdym razem czułam lekki stres i bunt, że mam wyjść z miejsca, które tak dobrze znam i którym jest mi już całkiem dobrze. Bo przecież strefa komfortu to nie nasz wróg. To przestrzeń, którą budujemy przez lata i w której żyjemy – pełna naszych doświadczeń (sukcesów i potknięć), umiejętności, ludzi, miejsc, rzeczy, które znamy i w których czujemy się bezpiecznie. To nie jest coś, co trzeba opuszczać. To coś, co warto rozszerzać! Ja tak robię i to naprawdę działa. Zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym.

Opuszczenie strefy komfortu brzmi jak nagła decyzja o rzuceniu się w nieznane. Tymczasem większość z nas potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, by w ogóle mieć odwagę sięgać po więcej. Dlatego zamiast „wychodzenia” proponuję Ci myślenie o „poszerzaniu” tej przestrzeni – z uważnością, troską o siebie i w swoim tempie. Tylko wtedy naprawdę możemy rozkwitnąć. To nie muszą być wielkie rzeczy, skok na wielką wodę. Rób to małymi krokami.

Granice strefy komfortu – tam zaczyna się coś nowego

Nasza strefa komfortu ma granice, które nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. Czasem odkrywamy je dopiero wtedy, gdy coś nas zatrzymuje. To wtedy pewnie tak jak ja czujesz strach, niepokój i zastanawiasz się czy to jest ”dobre” i czy „dasz rade”? Granice te mogą być ruchome i na tym właśnie polega magia rozwoju osobistego. Nie chodzi o ich przekraczanie siłą, o zmuszanie się do czegoś, ale o ich poznawanie i przesuwanie z ciekawością, odwagą i akceptacją dla siebie. To doświadczanie nowych sytuacji i poznawanie nowych ludzi – tylko tyle i aż tyle.

W pracy z moimi klientkami często wracamy do pytania: „Co jeszcze może być Twoją strefą komfortu?” I okazuje się, że można tam włączyć nowe umiejętności, poznawanie nowych miejsc, spotkania z ludźmi, których wcześniej się unikało. Każdy krok w stronę czegoś nowego to rozszerzanie granicy. I tak – to może oznaczać opuszczanie strefy komfortu, ale tylko w sensie metaforycznym, bez konieczności porzucania tego, co znajome i bezpieczne.

Poczucie bezpieczeństwa – fundament każdej zmiany

Nie zbudujemy niczego trwałego, jeśli nie czujemy się bezpiecznie. Dlatego w moim podejściu do rozwoju osobistego nie chodzi o szokowe zmiany. Do dziś pamiętam słowa inspirującej dla mnie osoby – sprawmy, żeby to była ewolucja, a nie rewolucja. Chodzi o dawanie sobie czasu, wsparcia i czułości w procesie. Wewnętrzna zgoda na powolny, świadomy rozwój jest ważniejsza niż jakiekolwiek zewnętrzne oczekiwania. Bo przecież zawsze dodajemy wiary innym, więc warto uwierzyć też w siebie! Jeśli mamy wspierające otoczenie – przyjaciół, mentorów, bliskich, którzy nie krytykują, tylko wierzą i kibicują – o wiele łatwiej o działania poza znanym schematem. To wtedy możemy podejmować się nowych doświadczeń, próbować nowych umiejętności i… nie bać się porażki. Bo mamy dokąd wrócić. Bo wiemy, że nasza strefa komfortu nie znika – tylko się poszerza. A porażka, niech będzie potknięciem, lekcją dla nas na przyszłość. Bo kto z nas się nie myli, nie popełnia błędów. Tylko przypomnij mi – który raz żyjesz? Aaa, pierwszy?

Strefa paniki? Nie, dziękuję

Między strefą komfortu, a strefą rozwoju często czai się… strefa paniki. To ten obszar, w którym działamy pod presją, lękiem, stresem – i często wtedy odpuszczamy, bo koszty emocjonalne są zbyt wysokie. A przecież naszym celem nie jest udowodnienie niczego komukolwiek, tylko rozwój w zgodzie ze sobą.

Dlatego zawsze powtarzam, że poszerzenie strefy komfortu nie musi oznaczać wpadania w panikę. Małymi krokami, w zgodzie ze sobą, jesteśmy w stanie rozciągać tę bezpieczną przestrzeń tak, by w końcu objęła również to, co kiedyś było przerażające, co nas totalnie stresowało i odpychało . Z empatią, zrozumieniem i wsparciem. Tak, żeby życie i samorealizacja nadal było przyjemne i dawało nam satysfakcję.

Nowe doświadczenia – cegiełki odwagi

Każde nowe doświadczenie działa jak mała cegiełka. Buduje w nas zaufanie do siebie, wiarę i pewność siebie, wewnętrzną siłę. To taki magazyn dobrej energii z której warto korzystać w życiu jak czujemy strach przed nowymi sytuacjami. Co ciekawe – nowe doświadczenia to nie muszą być wielkie wydarzenia. Czasem to decyzja o zapisaniu się na szkolenie online czy kurs, pójście na konferencję lub spotkanie, zgłoszeniu się do prezentacji na spotkaniu zespołu lub wzięcie udziału w projekcie, który czujesz, że jest czymś fajnym. Każdy taki krok działa i buduje Twoją pewność siebie, i co ciekawe i co widzę u swoich klientów – to wzmaga apetyt na więcej, na kolejne nowe rzeczy.

I to właśnie dlatego warto wychodzić poza znane schematy. Nie po to, by udowodnić coś innym. Tylko sobie. Że potrafisz. Że zasługujesz. Że warto było spróbować. I że Twoja strefa komfortu może teraz obejmować więcej – więcej możliwości, ludzi, wyzwań. Ty decydujesz, jak ją poszerzysz. Bo to Twoje życie i Ty piszesz swoją historię.

Rozwój osobisty bez presji i porównań

Rozwój osobisty to nie zawody. To proces, który nie ma jedynej słusznej ścieżki. Czasem widzimy innych – pewnych siebie, odważnych, działających z rozmachem – i porównujemy się z nimi. Ale nie wiemy, ile ich to kosztowało. Nie widzimy ich strachu, wątpliwości, upadków. Nie czujemy jak waliło im serce i ile razy się bali zanim spróbowali. I nie musimy tego wiedzieć, bo to nie nasza historia.

Dlatego zachęcam Cię do tego, byś skupiła lub skupił się na sobie. Na tym, co dla Ciebie ważne. Co jest Twoją wersją sukcesu i co Tobie da satysfakcję i jak możesz małymi krokami do niej dojść. Bez pośpiechu. Bez presji. Z życzliwością i łagodnością wobec siebie. Każdy dzień może być krokiem w stronę większego zaufania do siebie. To co? Może zaczniesz już dziś?

Pewność siebie to efekt, nie punkt startu

Wiele osób myśli, że najpierw trzeba mieć pewność siebie, żeby coś zrobić. Często słyszę: Malwina, jak ja Ci tego zazdroszczę. A prawda jest taka, że ta pewność pojawia się dopiero po działaniu. Ja też się bałam, wahałam i nie wiedziałam jak ruszyć i zrobić ten pierwszy krok. Ale jak zaczynasz robić coś nowego, z początku jest trudno, niezręcznie, bywa że stresująco. Ale z każdą próbą rośnie w Tobie przekonanie: „Dobrze, że to zrobiłam. Dałam radę.” „Super, że się odważyłam”.

To dlatego tak bardzo wierzę w próbowanie, podejmowanie nowych działań, nawet jeśli się boisz. Nawet jeśli wciąż masz wątpliwości. Bo działanie jest lekiem na lęknie odwrotnie. I z każdym kolejnym krokiem Twoja strefa komfortu staje się silniejsza, większa, bardziej Twoja. I to będzie Twoja poszerzona, ale nadal bezpieczna strefa komfortu!

Małymi krokami, czyli strategia, która działa

Wielkie zmiany zaczynają się od małych decyzji. To właśnie one – powtarzane, świadome – prowadzą do prawdziwej transformacji. I to właśnie te małe kroki są najlepszym sposobem na poszerzanie Twojej strefy komfortu. Nie musisz robić rewolucji, żeby dokonać zmiany. To nie ma być terapia szokowa, ani kubeł zimnej wody jak w lany Poniedziałek. Niech to będzie ewolucja w Twoim własnym tempie.

Dlatego jeśli czujesz, że „naprawdę trudno” Ci coś zmienić, zatrzymaj się i zapytaj: „Jaki najmniejszy krok mogę zrobić dziś?” To może być telefon. Wiadomość. 15 minut na nowy projekt. W ten sposób codziennie delikatnie przesuwasz swoje granice – nie w stronę paniki, ale w stronę możliwości, marzeń, celów.

Daj sobie czas – przebywanie też jest rozwojem

Nie musisz zawsze działać. Czasem przebywanie w danym etapie, zrozumienie, co Ci służy, a co nie, pozwala przygotować się na kolejne kroki. Nie każda zmiana musi nastąpić teraz, natychmiast. Czasem potrzebujemy pewien czas, by dojrzeć do decyzji. I to też jest w porządku. Ja na przykład do wielu decyzji dojrzewałam nawet przez kilka miesięcy. Ale byłam uważna, obserwowałam co mi daje satysfakcję, a co mi nie służy. Co daje mi power do działania, gdzie czuję, że wykorzystuje moje mocne strony, mój potencjał, a gdzie gasnę. Ten czas jest ważny, żeby w pewnym momencie stwierdzić – to jest to! Już wiem, czego chce – ruszam.

Z moich obserwacji – i własnych, i tych płynących z pracy z klientkami – wynika jedno: rozwój to nie tylko działanie, ale też refleksja. Czasem dążenie do czegoś wymaga pauzy. Czasu na integrację z samym sobą. I to też część rozszerzania strefy komfortu – przyjęcie, że każdy etap ma swoją wartość.

Warto wyjść ze strefy komfortu, ale tylko jeśli czujesz, że to Twój moment

Wiesz, co jest najważniejsze? Że warto wyjść poza znane ramy tylko wtedy, gdy czujesz, że jesteś gotowa. Nie wtedy, gdy ktoś Ci mówi, że „powinnaś”, „czas już najwyższy”, „inni już dawno to zrobili”. Twoja droga to Twoja decyzja. To Twoje życie, masz je tylko jedno i to Ty trzymasz pióro żeby napisać swoją historię.

Ale jeśli czujesz, że potrzebujesz zmiany – że coś w Tobie woła o więcej – to wsłuchaj się w to. Bo poszerzenie strefy komfortu może być początkiem czegoś pięknego. Nie musi oznaczać większego ryzyka zranienia, problemów i dyskomfortu jeśli robisz to z głową, w zgodzie ze sobą i przy wsparciu innych. To może być naturalny, ciepły i świadomy proces.

Ćwiczenie na dziś – „Moja granica, mój krok”

Usiądź z kartką lub otwórz notatnik w telefonie i odpowiedz sobie szczerze na trzy pytania:

    1. W jakiej sytuacji ostatnio poczułam dyskomfort lub opór? -To może być coś małego np. odmowa wystąpienia na spotkaniu, niezadane pytanie na spotkaniu, odwleczony telefon.)

    1. Czego się wtedy obawiałam? – Nazwij to, może to był lęk przed oceną, pomyłką, niezręcznością.

    1. Jaki najmniejszy krok mogę zrobić, by dziś lekko przesunąć tę granicę? – Coś małego, realnego – np. przygotuję pytanie na kolejne spotkanie, zapiszę się na newsletter kursu, który mnie ciekawi.

Zapisz ten krok. A potem – zrób go w ciągu dwudziestu czterech godzin. Nie dla świata. Dla siebie. Żeby zobaczyć, że potrafisz. Że Twoja strefa komfortu właśnie się poszerzyła.